Wednesday, 14 November 2018

Schattenwelt Festival 2018 review


Schattenwelt Festival took place for the fourth time. It's an exceptional event that combines both a grand scale, cosiness and perfect organization. The venue being the Schwechat centrum Multiversum facilitates a lot when it comes to sound, light and scenic arrangements while the careful selection of the bands for line-up attracts the most fantastic audience which is the main factor that makes the event so special.

What has to be said at the very beginning is that the organization of the whole event, security and the most friendly staff and the choice of bands were the essence that made Schattenwelt one of the festivals I'll hold dear in my memory.

During two festival days (9-1.11.2018) we could see nineteen bands. Each of them presented a different tone of dark alternative music. The concerts took place on two stages – a smaller, club one where dynamic, dancy sounds dominated, and the main one where emotions, guitars and metal power prevailed.

On Friday the line-up was as follows: JanRevolution, Dark Side Eons, H:EXE, Sad Dolls, System 84, SITD, Whispers in the Shadow, AD:keY i Kirlian Camera

On Saturday we could see The Flatfield, Schramm, Amnistia, Lahka Muza, Ash Code, Frozen Plasma, Orange Sector, Diorama, Siva Six, And One.


https://schattenwelt-festival.at/
 

For Photo Galleries follow the below links

POLSKA WERSJA


Schattenwelt Festival odbył się już po raz czwarty. To wyjątkowa impreza, która łączy w sobie rozmach, kameralność i perfekcyjną organizację.

Lokalizacja w Schwechat (tuż obok Wiednia) Multiversum pozwala na naprawdę wiele jeśli chodzi o udźwiękowienie, oprawę świetlną czy aranżację sceny, a staranny dobór zespołów przyciąga wspaniałą publiczność, która w dużej mierze stanowi o niezwykłej atmosferze tego wydarzenia. Trzeba zaznaczyć że organizacja całego wydarzenia, bezpieczeństwo, przyjazność organizatorów czy obsługi i publiczności sprawiły że był to jeden z tych festiwali które będę wspominać najmilej.


Przez dwa festiwalowe dni (9-1.11.2018) mieliśmy okazję obejrzeć dziewiętnaście zespołów z których każdy prezentował odmienne oblicze muzyki alternatywnej. Koncerty odbywały się na dwóch scenach – mniejszej, klubowej – gdzie dominowały szybkie tempo dynamika i ostre rytmy i głównej gdzie prym wiodły emocje, gitary i zaprawiony metalowo czad.

W piątek line-up przedstawiał się następująco: JanRevolution, Dark Side Eons, H:EXE, Sad Dolls, System 84, SITD, Whispers in the Shadow, AD:keY i Kirlian Camera


W sobotę zaś tak: the Flatfield, Schramm, Amnistia, Lahka Muza, Ash Code, Frozen Plasma, Orange Sector, Diorama, Siva Six, And One.


PIĄTEK



JanRevolution – zespół, który otworzył festiwal na klubowej scenie – to projekt Jana Borkowskiego i Alexa Ha założony w 1998 roku. W swojej muzyce mieszają synth, elektro, rock i pop. Tak też brzmiał koncert. Dynamiczne melodie w połączeniu z łagodnym, dźwięcznym wokalem dały bardzo taneczny i energetyczny efekt. Charyzma i zaangażowanie wokalisty sprawiły też że publiczność rozruszała się i festiwal można było uznać za otwarty.




Kolejnym zespołem na scenie klubowej był polski Dark Side Eons grający synthrock gothic electro . To dwuosobowy projekt, który tworzą Leszek „Morph” Trzaska i Kasia „moonskin” Trzaska. Grają od 2012 roku, w tym od 2014 roku na żywo. W swoich inspiracjach wymieniają m.in. Covenant, Clan of Xymox czy Diary of Dreams.

Muszę przyznać, ze było to jedno z moich osobistych objawień tego festiwalu, gdyż projekt zaprezentował się po prostu fantastycznie! Ostry wokal w połączeniu z gitarową mocą i dynamiką syntezatorów to była prawdziwa mieszanka wybuchowa. Bardzo chwytliwe połączenia, wokal przechodzący od łagodności w ostrzejszą, wywołującą ciarki głębię i uderzenia gitarowych pasaży były naprawdę wspaniałe. Podobnie szybkie tempo wybranych utworów zachęcające do taca. Zespół zagrał m.in. utwory z wydanego w 2016 roku albumu „Eclipse”, np. „Ghosts”, „Infinity Equals Zero” czy „Machine”




Po tym jakże udanym koncercie przeniosłam się pod główną scenę na koncert zespołu Krankheit.

Ten niezwykle barwny wizualnie projekt powstał w 2011 roku i gra dark metal. Podczas koncertu można było też wychwycić industrialowe elementy, ale moc którą zespół czerpie z metalowej muzyki zdecydowanie przewodziła całości.

Ich znakiem rozpoznawczym jest niezwykle wyrazisty wizerunek sceniczny – ciężkie, demoniczne makijaże i stroje perfekcyjnie współgrają z prezentowaną muzyką. A jest ona tyleż dynamiczna co ciężka i przejmująca. Ostry, dudniący wokal wspomagany w dźwiękowym uderzeniu harcującymi, ciężkimi brzmieniami gitar oraz perkusji i igiełkami zimniejszej elektroniki tworzy wspaniały wszechogarniający efekt. Muzyka Krankheit jest tyleż wibrująca i energetyczna co podniosła i mroczna. Jak już wspomniałam oprawa wizualna koncertu jest niesamowita – mimika, zaangażowanie i dbałość o nieco teatralny efekt dały wspaniały rezultaty. Mocny koncert.



Sad Dolls – grecki projekt spod znaku gotyckiego rocka zaprezentował niezwykle stylowe brzmienia w oprawie klimatycznych świateł. Niesamowicie potężne gitary i emocjonalny wokal tworzyły pejzaż muzyczny odbijający się mocnym echem.
Projekt ma na koncie trzy studyjne albumy w roku a ich ostatnie wydawnictwo to „Blood of a Kind” z 2017 roku.



Kolejnym zespołem na klubowej scenie był System 84. Projekt Toma Bindera i Hannesa G powstał w 2013 roku i prezentuje taneczny, energetyczny EBM. Ich ostatnie wydawnictwo to „True Happenings” z 2017 roku.

Jak przystało na rasowy EBMowy projekt duet zaprezentował chwytliwe, taneczne rytmy w iście powiązanym wizerunkowo stylu. Artyści ustrojeni w odpowiednie stroje, migający w ciemnościach diodami, tańczący i skandujący teksty w rytm szybkich, wibrujących tonów to była wspaniała mieszanka do zabawy.



Kolejnym występem był koncert polskiego projektu H.EXE. Dobrze znany fanom projekt spod znaku dark electro metal gra naprawdę mocne, ciężkie i dynamiczne koncerty. Istnieją od 2010 roku – od tego czasu grali na wielu festiwalach m.in. Castle Party czy Wave Gotik Treffen. Wśród inspiracji wymieniają Samael, Tiamat czy Die Antwoord.

Muzycy skąpani w dymie i słabym niebieskim świetle zrobili wspaniały użytek z połączenia gitar diabolicznego wokalu i zimnych tonów syntezatorów.
Odo – frontman projektu – ma specyficzną sceniczną manierę rodem z koncertów metalowych - stąd młyńce kręcone na scenie, agresywny, pełen mocy drive i wyrazista mimika.
Połączenie industrialowej i elektronicznej mocy z metalem daje porywające efekty i zespół porwał za sobą publiczność zgromadzoną w sali.




Austriacki Whispers in the Shadow, który jako kolejny grał na głównej scenie to była symfonia gitarowych brzmień i pięknych świateł. Projekt istniejący od 1996 roku ma bogatą muzycznie historię – nagrali łącznie piętnaście albumów włączając w to ostatni z 2018 roku „The Urgency of Now”. Muzyka jaką grają to gothic post rock, dark alternative.

Ich koncert był niesamowicie stylowy i klimatyczny. Piękna, emocjonalna muzyka i przejmujący wokal, kombinacja czerni i złota świateł, moc splecionych ze sobą gitar i wspaniała koordynacja muzyków na scenie – to było prawie jak balet.

Skupienie Ashleya Dayour'a na muzyce, mocne uderzenie perkusji i przebogate gitary dały różnorodny, nasycony efekt oscylujący od wyciszenia do mocnego kopnięcia i niesamowitej energii. Precyzyjne, perfekcyjne dźwięki wspaniale współgrające ze sobą i przechodzące w odmienne, subtelnie wyróżnione tony były ucztą dla fanów muzycznego wyrafinowania


 

[:SITD:], który pojawił się na głównej scenie zaraz potem to mistrzowie energetycznego kopnięcia spod znaku electro/EBM. Projekt Toma Leszczenskiego, Carstena Jacka i Franka d'Angelo to marka sama w sobie. Ich muzyka łączy w sobie podniosłość i dynamikę, melodyjność i ostrość bitu, a w połączeniu z niezwykle ekspresyjnymi, żywiołowymi koncertami stanowi o klasie zespołu.
Artyści wydali dotąd siedem albumów studyjnych w tym ostatni z 2017 roku „ TRAUMA:RITUAL”

W Wiedniu ich koncert to była eksplozja scenicznej mocy, perfekcja wykonania i niesamowita jakość interakcji z publicznością. Taniec, szaleństwo, skupienie i wybuch emocji, wyciszenie i podniosłość, euforia i zarzucenie samokontroli. Ta dwoistość i balansowanie pomiędzy emocjami to chyba najbardziej wyróżniające projekt cechy. Razem dało to piękny, bardzo emocjonalny koncert, a żywiołowe reakcje publiczności tylko to potwierdzały.



Ad:keY – projekt Andrei i Rene'go Nowotnych z Berlina - to był jeden z tych koncertów, na których wspomnienie uśmiech sam wypływa mi na usta. Założony w 2007 roku duet wydał w 2018 roku kolejny album zatytułowany „Never Enough” będący kontynuacją ścieżki spod znaku EBM, tańca, energii i żywiołowości. Trzeba przyznać, że artyści z Ad:keY są niezwykle pracowici – zarówno Andrea jak i Rene udzielają się także w innych projektach: Rector Scanner, Armageddon Dildos czy Orange Sector.

Ich koncert jak już powiedziałam to była eksplozja tańca, czystej radości z bycia na scenie i fantastycznej interakcji z publicznością. Prześliczna Andrea była jak iskierka – tańcząc, śpiewając, angażując publiczność do zabawy – to był ogień! Projekt wspaniale współpracuje ze sobą na scenie, a ich muzyka – dynamiczna, taneczna, chwytliwa, żywiołowa nie pozostawiła chyba nikogo obojętnym. Jeden z najprawdziwszych hitów festiwalu – piękny, radosny, pełen energii występ – brawo!




Headlinerem festiwalu w piątek był zespół Kirlian Camera. Legendarny projekt o zawiłej historii i bogatym dorobku muzycznym prezentuje muzykę która zachwyca, hipnotyzuje, czaruje i wbija w ziemię.
Elena Alice Fossi, która dołączyła do projektu w 2000 roku, swoim czarem, magią wokalu i sceniczną aurą doskonale oddaje ducha muzyki – koncert w Wiedniu nie był tutaj wyjątkiem. Ostatni album zespołu z 2018 nosi tytuł „Hologram Moon”

Artyści pojawili się na scenie na tle wizualizacji zachmurzonego nieba, zamaskowani w kominiarki i z latarkami w dłoniach. Po kilku chwilach oczekiwania w ciemnościach zdjęli je, na scenie pojawiła się Elena i koncert się rozpoczął.

Symfonia pięknej, chwytającej za serce muzyki, niesamowitego, odbierającego oddech wokalu i oprawa świetlno-wizualna – połączenie wszystkich tych elementów było jak niesamowita podróż.

Piękne obrazy gwiazd, planet w tle tylko wzmacniały poczucie magii, nierealności i niesamowitości tej podróży muzycznej. Już pierwszy prezentowany utwór „Holograms” wprowadził słuchaczy w świat magii, muzycznych czarów, zahipnotyzował i zaczarował.

Są takie koncerty, które zapadają w serce, duszę i uszy na bardzo długo, sprawiają, że czuje się czystą wdzięczność dla artystów za tworzenie czegoś tak pięknego, że zapomina się na chwilę o rzeczywistości i realnym jego wymiarze i pozwala na chwilę duszy przenieść się w miejsce gdzie jest tylko czyste piękno i celebracja sztuki. Kirlian Camera jest na pewno takim zespołem – bardzo dziękuję za to doświadczenie!


SOBOTA



Sobota rozpoczęła się na głównej scenie koncertem fińskiego The Flatfield. Postpunkowy gothic rock jaki grają brzmiał na scenie niezwykle przejmująco. Wizerunek artystów – nieco teatralny, wyrazisty i klarowny bardzo dobrze współgrał z emocjonalną, mocno nacechowaną muzyką.

Artyści grają od 2011 roku ich ostatnie wydawnictwo to „Passionless” z 2014 roku.



Kolejnym koncertem na dużej scenie było drugie moje objawienie tego festiwalu – SCHRAMM. To była muzyczna i wizerunkowa bomba! Grający mieszankę industrialu, electro i rocka niemiecki projekt jest tak dopracowany wizerunkowo, muzycznie i scenicznie, że wypada jedynie wstać (jeśli ktoś w ogóle śmiał podczas ich koncertu usiąść) i bić brawo z całych sił.

Powstali w 2006 roku, a ich ostatni album „Nuclear Fetisch” to dynamiczna, mocna i iskrząca mieszanka dla wielbicieli tańca do rytmu cięższych brzmień.

Tak jak wspominałam muzycznie była to wspaniała jakość do tańca – chwytliwe, ciężkie brzmienia łączące gitary i elektronikę plus ostry, głęboki wokal, płynne szybkie tempo melodyczne i perfekcja przeskakujących jeden za drugim tonów były jak szot czystej energii wprost do krwioobiegu.

Wizerunek artystów to także była uczta dla oka – mocne, wyraziste makijaże oraz kostiumy, częsta zmiana instrumentów, także na te bardzo spektakularne, rekwizyty i ogólne współgranie artystów na scenie – piorunujący efekt. Musze przyznać, że był to jeden z tych koncertów po których mięśnie bolały mnie najbardziej od tańczenia, poziom endorfin wzrósł najbardziej.

Brawo!




Na małej scenie dzień zaczął projekt Amnistia. Tino Claus i Stefan Schotz grają razem od 2003 roku, ich muzyka to bodywave/EBM; ostatie wydawnictwo z 2016 roku nosi tytuł „Dawn”.

Mroczna, elektroniczna mieszanka i dość wyposzczona scenicznie oprawa zapewniły taneczny rozruch zebranej publiczności. Taneczny rytm i ostry wokal połączone w zgrabną całość to znak rozpoznawczy niemieckiego duetu.




Na głównej scenie tymczasem zainstalował się projekt Frozen Plasma. Projekt Vassi Vallisa i Felixa Langa to dobrze znany znak jakości. Synthpopowe taneczne rytmy, piękny, łagodny, ciepły wokal i emocjonalnie naładowane teksty to ich wizytówka.
Jedenaście wydanych albumów, w tym ten z 2015 roku „Dekadenz”, liczne koncerty, taneczna moc i rzesza wiernych fanów – tak w skrócie można opisać ten projekt.

Na festiwal wkroczyli z przytupem, tempo nie zwalniało praktycznie przez większość koncertu zachęcając fanów zebranych przy scenie do zabawy, a hity takie jak „Maniac”, „Crazy”, „Murderous Trap” czy „Living on Video” znakomicie nakręcały pozytywne tempo. Felix Lang to jeden z tych wokalistów, którzy bardzo pięknie nawiązują kontakt z publicznością (wystarczy wspomnieć las rąk fanów poruszających się niczym fala w rytm muzyki) i dzielą się energią aż do stopnia iskrzenia. Bardzo fajnie jest brać udział w takim koncercie, gdzie widać, że chodzi o dobrą zabawę i nikt nie oszczędza sił na lepsze czasy – koncerty Frozen Plasma to na pewno takie chwile, kiedy można dać upust nagromadzonej energii i po prostu świetnie się bawić. Bardzo dobry show, brawo.





Trzyosobowy, włoski projekt Ash Code grał nastrojową muzykę w pięknej oprawie i powodzi świateł budując niesamowicie klimatyczny show. Założony w 2004 roku w Neapolu zespół gra muzykę spod znaku post-punk, synth pop i EBM. Tworzą go Alessandro Beluccio, Claudia Nottebella i Adriano Beluccio. Ich ostatnie wydawnictwo to „Perspektive” z maja 2018 roku

Promieniście rozchodzące się światła w głębi mrocznej sceny i artyści skupieni na muzyce, skąpani w ich powodzi. Odbijające się echem dźwięki, chłodne wokale, emocjonalny ładunek towarzyszący melodiom, uduchowienie widoczne na twarzach muzyków i stuprocentowa dokładność wykonania – tak przebiegał koncert Ash Code. Wspaniale współbrzmiące klawisze i gitara i przeplatający się między nimi to płynny to skandujący wokal dały niesamowity, nieco mroczny efekt.




Lahka Muza  to przepiękny wizualnie projekt spod znaku darkwave, gothic. Prezentują przepiękne brzmienia w teatralnym, nieco operowym stylu łącząc niesamowity wokal i hipnotyzującą muzykę. Na scenie festiwalowej pokazali piękny show z udziałem baletnicy w spektakularnym kostiumie co razem dało odrealniony klimat niczym ze snu. Piękny koncert!



Orange Sector to był trzeci z projektów który moje zdemolowane mięśnie zapamiętają na długo.

Ten projekt pochodzący z Hanoweru gra od 1992 więc z całą pewnością ma doświadczenie w budzeniu i ożywianiu publiki. Ich ostanie wydawnictwo „Endzeit” z 2017 roku to eksplozja mocnych bitów, chwytliwych melodii i tanecznego poweru.

Takiej dawki energii tanecznej mocy i pozytywnych wibracji ze sceny nie doświadczyłam od dawna. Tak jak już tu wspominałam, niezwykle fajnym doświadczeniem jest bawić się na show zespołu, który tak fantastycznie potrafi się dzielić swoją pozytywną energią – to trochę tak jakby ktoś napełniał mój pusty bak emocjonalny i dodawał sił witalnych i energii. Za to między innymi tak cenię projekty spod znaku EBM jakim Orange Sector niewąpliwie jest – ich siła życia jest niesamowita a sam taniec, ruch sceniczny i moc jaką emanują ze sceny udziela się w potężnej dawce. Lars Felker i Rene Nowotny zdecydowanie porwali za sobą publikę i było to niesamowicie budujące doświadczenie. Hity takie jak „Der Maschinist”, „I Hate You” czy „Dynamit” to stuprocentowe taneczne hity i nie inaczej było podczas koncertu. Dziękuję Panowie!





Koncert na który wielu fanów przybyło specjalnie to był występ zespołu Diorama. Tego projektu nie trzeba specjalnie przedstawiać, dość dodać, że panowie pracują obecnie nad nowym materiałem z czego fragment zaprezentowali podczas koncertu na Schattenwelt Festival.

Fenomen tego konkretnego zespołu to chyba jego zdolność do omijania wszelkich emocjonalnych zabezpieczeń i trafiania wprost do serc słuchaczy. Podczas ich występu zdałam sobie sprawę jaki to przywilej móc oglądać jednocześnie zespół w akcji i reakcje publiczności na muzykę i ubrać to później w słowa i przekazać dalej. Twarze widzów – rozmarzone, skupione, szczęśliwe, zasłuchane gdzieniegdzie błyszczące od łez wzruszenia, gdzie indziej rozemocjonowane – to piękny widok i to właśnie widziałam pod sceną w Wiedniu.

Jeśli chodzi o sam koncert – panowie zaprezentowali swoje największe hity, między innymi „Child of Entertainment”, „Synthesize Me”, „Ignite” „The Scale”, „Apocalypse Later”, czy moje ukochane "Why” i „Exit the Grey”. Piękna współpraca na scenie, wyrazisty sceniczny image i Torben zagrzewający publikę do zabawy bądź hipnotyzujący ją skupieniem i subtelnością – to wszystko stanowi o magii i mocy zespołu.

Najbardziej wzruszającym nostalgicznym momentem był ten (zdaje się że podczas „Why”), w którym na wizualizacjach wyświetlały się retrospektywnie stare zdjęcia zespołu – z backstage, podróży, koncertów, z fanami i te na których Torben ma olśniewający blond, i te na których jeszcze jest Sash, i kiedy są jeszcze bardzo młodzi, i te z sesji do „Cube”. Tak sobie pomyślałam, że kawał mojej muzycznej podróży jest z nimi związany i że przez sam fakt, że wciąż tworzą i dzielą się swoimi pomysłami, emocjami, słowami i dźwiękami z fanami jest znamienny i bardzo, bardzo inspirujący. Myślę, że z podobnych powodów są tak ważni dla wielu osób. A także z tego, że potrafią ubrać w słowa trudne sprawy, emocje, doświadczenia i przez to odebrać im trochę złej mocy, oswoić je. Ubierając to wszystko w piękną muzykę czynią je znośniejszymi, tworzą krajobraz, który każdy z nas może przyjąć na własnych warunkach. No ale to jest Diorama, przyzwyczaili nas do pięknych koncertów – szkoda tylko, że ten konkretny był raczej krótki, ale festiwale rządzą się swoimi prawami; fani w Lipsku otrzymają na pewno sporo więcej czego im oczywiście bardzo zazdrościmy :) Tym niemniej był to piękny show: i do tańca i do zasłuchania. Dziękuję.




Absolutnym hitem, gwoździem programu i jego najjaśniejszą gwiazdą był oczywiście And One.

Nie wiem jako oni to robią, ale za każdym razem kiedy idę na ich koncert od pierwszych dźwięków mam wrażenie jakby ktoś wlał mi szampana do krwiobiegu, a imperatyw „tańcz, ruszaj się aż zabraknie ci oddechu” jest nieodparty.

Steve Naghavi i spółka pojawili się na scenie we wspaniałych nastrojach i od razu porwali publiczność za sobą. Steve to zresztą niebywały wulkan energii – było go pełno na całej (ogromnej scenie, pod sceną, na barierkach, wśród publiczności – jego żywotność i energia to prawdziwa iskra. No a muzyka… cóż tu dużo mówić – taniec, moc, energia, radość, endorfiny, dynamika czysty wybuch euforii! I tak jest zawsze i za to kocham And Ona – jakość ich pracy, perfekcja, siła napędzająca i styl – to wszystko jest klasa!

Utwory, którymi zagrzewano do tańca to m.in. „Krieger”, „Get you Closer”, „Shining Star”, „Deutchmaschine” „Shouts of Joy”, „Panzermensch” „Body Nerv”, „Back Home”, „Fur”, „Body Company” czy „Military Fashion Show”.


Rewelacja, rewelacja!


Reasumując – Schattenwelt Festival to niesamowite wydarzenie – tak muzycznie, jak towarzysko i organizacyjnie. Bardzo dziękuję całej Ekipie za tak wspaniały event i do zobaczenia za rok!


No comments:

Post a Comment